Jak pracujemy 4 min czytania bezpieczeństwo reagowanie na incydenty kopie zapasowe

Co naprawdę kryje się za słowem „backup": mechanika, a nie formalność

„Mamy backupy" to zdanie, za którym może kryć się cokolwiek: od prawdziwego, sprawdzonego systemu po jedną starą kopię, której nikt nigdy nie odtwarzał. Pisaliśmy już, dlaczego kopia, której nikt nie sprawdzał, to nie kopia. Tu pójdziemy głębiej — w samą mechanikę: z jakich części składa się backup, gdy to my za niego odpowiadamy.

Najpierw — o granicy

W sąsiednim artykule świadomie nie wymienialiśmy narzędzi: gdzie dokładnie i na czym leżą kopie klienta — to część jego bezpieczeństwa, a nie broszura reklamowa. Tu pójdziemy nieco konkretniej, ale granica pozostaje ta sama: wymieniamy zasady i standardy, a nie adresy i klucze. Wiedzieć, jaką metodą zrobiono kopię, przyda się każdemu. Wiedzieć, gdzie fizycznie leży, ma prawo tylko jej właściciel.

Szyfrowanie, które nie opiera się na sekrecie

Kopia to cały Twój biznes w jednym pliku. Jeśli zostanie skradziona albo gdzieś się „zgubi" po drodze do magazynu, nie ma nic do powiedzenia osobie postronnej. Dlatego każda kopia jest szyfrowana jeszcze zanim opuści system — nowoczesnym, otwartym standardem (używamy age).

To, że standard jest otwarty, nie jest słabością — wręcz przeciwnie. Silne szyfrowanie opiera się na tajności klucza, a nie na tajności samego algorytmu: nazwę zamka można znać, ale bez klucza go nie otworzysz. Klucz pozostaje po stronie właściciela danych, a nie jest „zaszyty" gdzieś u nas. To właśnie znaczy, że nawet gdyby zaszyfrowana kopia trafiła w niepowołane ręce, pozostałaby bezsensownym ciągiem bajtów.

Pokolenia kopii: nie jeden punkt, ale historia

Jedna świeża kopia ratuje przed „serwer spłonął". Nie ratuje przed cichszym i podstępniejszym scenariuszem: ransomware albo zwykły błąd przez kilka dni psuje dane, a Ty zauważasz to nie od razu. Jeśli kopia jest tylko jedna i co noc jest nadpisywana, to rano, gdy zauważysz nieszczęście, świeża kopia zawiera już zepsute dane.

Dlatego trzymamy nie jeden punkt, ale historię — według schematu, który w branży nazywa się „dziadek — ojciec — syn": trzy ostatnie kopie dzienne, tygodniowa i miesięczna. To znaczy, że zawsze jest do czego wrócić — nie tylko „do wczoraj", ale i tydzień czy miesiąc wstecz, do momentu, gdy wszystko było jeszcze czyste.

Dwie chmury, obie poza biurem

Kopia leżąca obok oryginału dzieli z nim też los: ten sam pożar, to samo zalanie, ta sama skradziona szafa serwerowa zniszczą oba. Dlatego kopie wyjeżdżają z biura.

Trzymamy je w dwóch niezależnych magazynach w chmurze i oba są poza biurem. Nie jeden, ale dwa, i właśnie niezależne: różni dostawcy, różne lokalizacje. Padnie albo stanie się niedostępny jeden — zostaje drugi i biznes wciąż ma z czego się podnieść. Jedna chmura to już lepiej niż szafa na korytarzu, ale jedna chmura też bywa niedostępna dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.

Najważniejsze — test odtwarzania

Wszystko powyżej — szyfrowanie, pokolenia, dwie chmury — to dopiero połowa pracy. Nie wystarczy stworzyć kopii; trzeba wiedzieć, że naprawdę podnosi się z niej działający system, a nie po prostu, że „pliki są na miejscu".

Dlatego regularnie robimy to, czego prawie nikt nie robi bez przypomnienia — test odtwarzania: bierzemy kopię i odtwarzamy z niej system tak, jak trzeba by to zrobić w dniu prawdziwej awarii. Jeśli coś poszło nie tak — dowiadujemy się o tym na spokojnym teście, a nie o trzeciej w nocy podczas pożaru.

Różnica między „myślimy, że jesteśmy zabezpieczeni" a „wiemy, że jesteśmy zabezpieczeni" to właśnie regularny test odtwarzania.

Właśnie tędy przebiega granica między prawdziwym backupem a odhaczeniem w umowie. Automat uczciwie zapisuje pliki co noc — i równie uczciwie zapisuje je dalej, gdy dysk dawno się zapełnił, struktura bazy się zmieniła, a kopie są już bezużyteczne. Bez sprawdzenia nikt tego nie zobaczy. Ze sprawdzeniem — zobaczymy my, z wyprzedzeniem.

Widać w paszporcie, a nie „gdzieś jest"

Nic z tego nie powinno pozostawać kwestią wiary. W paszporcie technicznym klienta stan kopii widać wprost: kiedy zrobiono ostatnią, kiedy ostatnio sprawdzano jej odtwarzalność i czy test się powiódł. Nie „gdzieś coś się backupuje", ale konkretny wiersz z datą i statusem, który można zobaczyć na własne oczy.

Co z tego zapamiętać

Jeśli w Twojej firmie jest choć jeden serwer, kasa fiskalna albo wspólna baza, zadaj temu, kto odpowiada za Twoje IT, kilka prostych pytań, tak jak przed wyborem wykonawcy: czy kopie są zaszyfrowane, czy leżą w dwóch niezależnych miejscach poza biurem, i — najważniejsze — kiedy ostatnio je odtwarzano, żeby upewnić się, że działają.

Jeśli na to wszystko jest spokojna, konkretna odpowiedź — z Twoimi danymi jest w porządku. Jeśli nie — bezpłatny audyt właśnie od tego się zaczyna: pokażemy uczciwie, na ile Twój „najgorszy dzień" jest naprawdę przygotowany.

Potrzebujesz pomocy z IT?

Bezpłatny audyt Twojej infrastruktury — znajdziemy słabe punkty i pokażemy uczciwy plan. Do niczego nie zobowiązuje.

Bezpłatny audyt