Jak pracujemy 4 min czytania cennik wybór dostawcy

Ewidencja dla małej firmy: gdy zeszyt robi się za ciasny, a duży system się nie przyjmuje

W większości małych firm ewidencja żyje w trzech miejscach naraz: w zeszycie przy kasie, na czacie współwłaścicieli i w głowie tego, kto „wszystko pamięta”. Dopóki zamówień jest pięć dziennie — to nawet działa. A potem ktoś zapomina zapisać zaliczkę, magazyn rozjeżdża się z rzeczywistością o jedną trzecią, a pod koniec miesiąca dwóch wspólników pół wieczoru ustala, komu ile zysku się należy — i dlaczego liczby się nie zgadzają.

Znajoma historia? Dalej opowiemy, dlaczego typowe drogi z niej nie wyprowadzają — i jak robimy to inaczej.

Próba pierwsza: „postawmy poważny system”

Niedawno zgłosił się do nas niewielki warsztat samochodowy: dwóch współwłaścicieli, kilku mechaników, stały napływ samochodów. Wcześniej uczciwie spróbowali klasycznej drogi — postawić „dojrzały” system ewidencji, jeden z tych, które potrafią wszystko.

Nie przyjął się. I nie chodzi o ludzi, tylko o samą konstrukcję:

  • Wymaga operatora. Ktoś musi siedzieć przy komputerze i wprowadzać dokumenty według reguł systemu. W warsztacie tym „kimś” jest mechanik z kluczem w ręku, a komputera w kanale przecież nie ma.
  • Umie za dużo. Dziewięć dziesiątych ekranów dotyczy czegoś, czego w tej firmie po prostu nie ma: partii towarowych, faktur, sformalizowanych sprawozdań. A jedyne pytanie, które naprawdę boli — „ile jestem winien mechanikowi za to konkretne auto” — i tak trzeba zbierać ręcznie.
  • Żyje osobno od procesu. Praca toczy się w boksie i w komunikatorze, a system czeka, aż ktoś mu to wszystko przekaże. Przez dwa tygodnie ktoś go karmi danymi, trzeciego — porzuca.

To nie zarzut wobec dużych systemów. Po prostu są pisane z myślą o księgowym, a nie o właścicielu małej firmy.

Próba druga: Excel i zeszyt

Druga sprawdzona droga to arkusze. Są świetne dokładnie do momentu, gdy pojawia się druga osoba, która też w nich pisze. Dalej zaczyna się: dwie wersje pliku, nadpisane formuły, „a kto zmienił cenę?”, wypłata procentowa, którą co miesiąc przelicza się ręcznie, i magazyn, który istnieje tylko teoretycznie.

Główna wada obu dróg jest ta sama: ewidencja nie pokrywa się z tym, jak naprawdę płynie praca. I ludzie codziennie wybierają między pracą a raportowaniem. Praca, rzecz jasna, wygrywa.

Jak robimy to inaczej

Piszemy mały system dokładnie pod proces konkretnej firmy — i nic ponad to. Dla tego warsztatu wygląda to tak:

  • Doradca serwisowy otwiera zlecenie z telefonu: klient, auto, prace, części. Wydruk zlecenia, protokołu wykonania prac i dokumentu wydania — bezpośrednio z przeglądarki.
  • Magazyn sam się rozchoduje, gdy część trafia do zlecenia. Zakupy — z indeksem i numerem OEM, stany zawsze aktualne.
  • Wypłata nalicza się sama: mechanik dostaje procent od wykonanych prac, a przy każdym oddanym aucie widać — ile naliczono, ile wypłacono, ile zostało. Zaliczki są uwzględniane.
  • Właściciele widzą zysk za miesiąc, kasę i podział 50/50 — z bilansem „kto ile wniósł i ile wziął”. Ta sama wieczorna kłótnia wspólników zamyka się teraz jednym ekranem.
  • Historia zmian pamięta, kto, kiedy i co poprawił.

Żadnego modułu „na wyrost”, żadnego ekranu, który trzeba tłumaczyć. Głównym „terminalem” jest telefon mechanika w boksie, więc wszystko działa z komórki, bez osobnych aplikacji.

Pierwszą działającą wersję takiego systemu pokazaliśmy klientowi po dwóch dniach. Kolejny tydzień poszedł na dopracowanie przy żywej pracy: ludzie zaczęli prowadzić prawdziwe zlecenia i od razu mówili, co jest niewygodne — poprawialiśmy tego samego dnia. To najcenniejsza część procesu: system dopasowuje się do ręki, jak narzędzie, a nie odwrotnie.

A co z niezawodnością?

Mały system nie znaczy, że trzyma się „na słowo honoru”. Pod maską ma tę samą infrastrukturę, co u naszych dużych klientów: własny serwer, szyfrowaną łączność, codzienne kopie zapasowe do dwóch niezależnych chmur plus kopię na samym serwerze, i całodobowy monitoring — jeśli coś padnie, zwykle dowiadujemy się wcześniej niż klient.

Dostępy według ról: właściciele widzą pieniądze i raporty, doradca serwisowy — zlecenia i magazyn. Każdy zarządza własnym hasłem.

Dla kogo to rozwiązanie

Ten format jest dla firm liczących 3–15 osób, z procesem, który nie mieści się w standardowych szufladkach: warsztaty samochodowe, salony, drobna produkcja, firmy usługowe, wynajem. Znak, że to o Tobie: już spróbowałeś albo „dużego systemu”, albo arkuszy — a najważniejsze i tak wciąż prowadzisz w zeszycie.

Uczciwa granica: to wewnętrzna ewidencja zarządcza — narzędzie dla właściciela, a nie księgowość i nie zamiennik systemów fiskalnych. Nie składa deklaracji podatkowych; odpowiada na pytanie „co dzieje się w mojej firmie właśnie teraz”.

Ile to kosztuje

Stała cena netto za uzgodniony zakres prac, zapisana w umowie (+VAT zgodnie z Twoją siedzibą) — znasz kwotę, zanim zaczniemy. Bez abonamentu za każdego użytkownika i bez rocznych licencji na oprogramowanie: korzystasz z systemu bezterminowo, bez ograniczeń w swojej działalności — użytkowników możesz mieć tylu, ilu potrzebujesz. Hosting, kopie zapasowe i monitoring na pierwszy rok są wliczone w cenę, dalej — niewielkie roczne wsparcie.

Jeśli rozpoznałeś swój zeszyt w pierwszym akapicie — napisz do nas. Opowiesz, jak płynie Twoja praca — a za kilka dni zobaczysz ją na ekranie telefonu.

Potrzebujesz pomocy z IT?

Bezpłatny audyt Twojej infrastruktury — znajdziemy słabe punkty i pokażemy uczciwy plan. Do niczego nie zobowiązuje.

Bezpłatny audyt